Każdy wkrętak składa się z dwóch podstawowych części – grotu i rękojeści. Grot, czyli część robocza wkrętaka powinna być wykonana z odpowiednio trwałego materiału. Bardzo dobrze w tej roli spisuje się stop stali chromowo-molibdenowej (CrMo) używanej przez producentów profesjonalnych narzędzi takich jak np. NEO. Stop ten Zobacz 2 odpowiedzi na pytanie: Czym różni się ;* od :* Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers Stosunek Kościoła katolickiego do ateizmu jest jednoznaczny: odrzuca on ateizm jako zgubną doktrynę sprzeciwiającą się rozumowi i powszechnemu doświadczeniu ludzkiemu i nazywa go „grzechem przeciw cnocie religijności” (KKK 2125). Kościół katolicki nie demonizuje jednak ateistów. Wskazał, że wolność chrześcijańska polega na posłuszeństwie Słowu Bożemu i zawsze musimy być gotowi na przyjęcie nowości Ewangelii oraz niespodzianek Boga. Ojciec Święty wyszedł od słów zawartych w Liście do Hebrajczyków (4,12) "Słowo Boże jest żywe i skuteczne, zdolne osądzić zamiary i myśli serca" i zauważył, że . Julia Kalęba 18 stycznia rozpoczął się Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Rozmawiamy z ks. prof. Łukaszem Kamykowskim, teologiem, kierownikiem Katedry Chrystologii Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie, dyrektorem Międzywydziałowego Instytutu Ekumenii i Dialogu. Papież mówi o jedności, która nie jest jednolitością. Ksiądz wierzy w powrót do jednego chrześcijaństwa? Taka jedność byłaby możliwa, ale przy zachowaniu różnorodności naszych religii i kultur. Papież podkreśla, że dążenie do integracji nie może się opierać na zawłaszczaniu ani ujednolicaniu. To, czego nie musimy robić oddzielnie, moglibyśmy zrobić wspólnie. Bo całość jest ważniejsza niż część? Owszem, ale i z tego powodu, że nikt z nas nie ma sam tego, co mamy razem. Zwróćmy uwagę, że o takim szanującym inność przywróceniu pełnej jedności papież Franciszek mówił w kontekście prawosławia. Rzeczywiście wydaje się, że teologicznie to by było najłatwiejsze. Różnice w rozumieniu Kościoła, sakramentów nie są wielkie. Przez pierwsze tysiąc lat jednak się akceptowaliśmy. Nawet w jakiejś mierze Kościół prawosławny uznaje prymat biskupa Rzymu (jeśli nie byłby heretykiem). W każdym razie - zdaje sobie sprawę, że Piotr był pierwszym spośród Apostołów. Wierzę, że gdyby wrócić do tego, jak Kościół rozumiał siebie w pierwszych wiekach, moglibyśmy próbować odbudować tę jedność na wspólnym fundamencie. Jak to się stało, że wychodząc od jednej Biblii, powstały odmienne idee, spory i wojny, wreszcie - trzy osobne wyznania?Ludzie są różni. To prosta, ale podstawowa rzecz. Z jednej strony tęsknią do jedności, wzajemnego zrozumienia, do wspólnego myślenia. Z drugiej strony jest tendencja polegająca na założeniu: jeżeli ktoś myśli inaczej niż ja, to ja mu się muszę przeciwstawić. Na to nakłada się różnica w interpretacji. Proszę zobaczyć, że Biblia w grece ma liczbę mnogą, czyli Pisma. I to faktycznie jest biblioteczka bardzo różnych kawałków, które nie tworzą jednolitej całości. Biblia to nie jest spójny podręcznik do matematyki. Ewangelie powstały jako zapis wydarzeń naocznych świadków Chrystusa i są świadectwem pamięci spisanym po męczeństwie Piotra i Pawła w Rzymie. „Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei” - pisał św. Paweł do Efezjan. To wezwanie do wszystkich chrześcijan. I na początku uczniowie żyli razem. Wszystko mieli wspólne, chcieli się dzielić z tymi, którzy mieli mniej. I dlatego widziano w tym główną przyczynę rozwoju Kościoła jako wspólnoty wiary. Faktu, że Pan przymnażał im nowych wierzących. Ludzi spoza wspólnoty zdumiewało: jak oni się miłują, jeden za drugiego jest gotów oddać życie. Wezwanie okazało się niemożliwe do spełnienia? Widzimy, jakie to było od początku trudne. W tym samym czasie dało się zauważyć też pierwsze podziały. Jeden mówił, że został ochrzczony przez Apollosa, drugi, że przez Kefasa, trzeci się chwalił, że przez Pawła. Jedni uważali się za lepszych od drugich. To takie ludzkie. Trudność w rodzącym się Kościele polegała też na tym, że Jezus i pierwsi Apostołowie byli Żydami. Mieli za sobą dziedzictwo Starego Testamentu i świadomość, że Bóg opiekuje się nimi w sposób szczególny. Było w tym też wrażenie obcości w świecie grecko-rzymskim, który z ich punktu widzenia był bezbożny. Grecy nie pozostawali im dłużni. Z ich punktu widzenia Żydzi byli fanatykami, którzy nie chcieli uznać posągów cezara. Bóg, o którym mówili Żydzi, był im daleki, niewidzialny, niedostępny. Kultura nie potrafiła oddzielić się od religii? Wiara zawsze wciela się w kulturę. Każda religia musi mieć swoje ciało. Wzajemne poczucie nieakceptacji Żydów i Greków najbardziej było widoczne przy spotkaniu w zwykłej codzienności. Ale poza wymiarem społecznym religia ma także ten indywidualny. Wcześniej społeczny wymiar był dużo bardziej zauważalny i akcentowany. Społeczność musiała przeżyć, by mogły przeżyć jednostki. Z czasem indywidualność i wewnętrzny kontakt z Bogiem zyskiwały na znaczeniu. Bóg zapowiedział: „wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało”. Ludzie z pomocą tego Ducha mieli rozpoznać prawo bez pouczeń z zewnątrz. Z drugiej strony ten sam Duch Święty został dany Piotrowi, Apostołom i innym. Chrześcijaństwo się rozrastało, społeczności potrzebowały autorytetów, a te kształtowały się we własnych warunkach, na własnych obszarach, w różnych kulturach. Jednocześnie były i stałe zasady, i dynamizm wzrostu. Jak na chrześcijaństwo wpłynął fakt, że z religii prześladowanej stało się religią dominującą? Potraktowano ją jako narzędzie polityki. Kiedy imperium zaczęło się chwiać, poszukiwano wsparcia w religii. Najpierw Dioklecjan w III wieku obarczył chrześcijan odpowiedzialnością za wprowadzenie nowych kultów i nazwał wrogami państwa, następnie Konstantyn Wielki stwierdził, że lepiej będzie oprzeć odbudowę Imperium na silnej religii, a jego następcy postanowili ogłosić wspólne wyznanie wiary obowiązujące na całym terenie. Wtedy zauważono nieporozumienia. Gdy w jednym miejscu spotkali się wszyscy z oddalonych od siebie prowincji, zobaczono, że wyznania wiary w poszczególnych kościołach chrześcijańskich różnią się w detalach. A formuła miała być jedna. Na kolejnych soborach starano się ustalać minimum wspólnie wyznawanej wiary, które przyjmowały obie stolice tego świata: zachodni Rzym z papieżem i wschodni Konstantynopol z patriarchą. Kwestię Trójcy Świętej uważa się za jedną z przyczyn Schizmy Wschodniej. Bardziej chodziło o to, że Rzym wprowadził do ustalonego wcześniej credo zapis o Duchu Świętym bez zgody Konstantynopola. Patriarcha bardzo krytycznie odniósł się do niekontrolowanych poprawek. Dodatkowo pojawiła się rywalizacja o wpływy. Na Zachodzie próbowano uniezależnić Kościół od państwa, ale cesarz bizantyjski, który uważał się za zwierzchnika Kościoła, był temu przeciwny. Na początku wydawało się, że to spór prywatny i polityczny. Konsekwencje okazały się jednak znacznie poważniejsze. W XI wieku nasze drogi się rozeszły. Katolicy niedługo potem usankcjonowali zasadę celibatu, która później poróżniła ich również z protestantami. Wiadomo, że w pierwotnym Kościele celibat był zalecany, ale nie wymagany. I że bardzo jest związany z socjologią konkretnego Kościoła. Wymaganie to prędko pojawiło się w stosunku do biskupów - i tak też jest w prawosławiu. Dlatego prawosławnymi biskupami zwykle zostają mnisi. Żonaty ksiądz nie może awansować? Może dopiero po rozstaniu się z żoną za obopólną zgodą, a jeśli są dorosłe dzieci, to i one muszą się na to zgodzić. W praktyce jest to trudne. Żonaty mężczyzna może zostać prezbiterem. Dlatego kandydatom do kapłaństwa daje się czas, żeby znaleźli sobie żony przed przyjęciem święceń. Naprawdę? I naprawdę są „szkoły” przyszłych żon księży. W prawosławiu takie domy przygotowują do szczególnej roli tzw. matuszki - jak nazywa się kobiety będące żonami duchownych. Do ich obowiązków będzie należeć prowadzenie chóru, katechizacja dzieci. Prawosławne matuszki biorą na siebie zadanie, tak jak żony protestanckich pastorów. Wspomniał ksiądz, że wczesne chrześcijaństwo nie rozstrzygało kwestii celibatu. Katolicy sami narzucili sobie taki rygor? Owszem. Ale była do tego pewna podstawa w Nowym Testamencie, kiedy Paweł zwraca się do Koryntian: „Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie (…), mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną, jak i ja.” „Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie niż płonąć”. Dlatego celibat księży to rzecz do rozstrzygnięcia. Zaczął się rodzić w czasach prześladowań. Człowiek bezżenny ryzykował tylko sobą, nie narażając na prześladowania żony ani dzieci. Dla nas to było jasne. Byłem święcony w chylącym się już, ale jednak nadal obowiązującym systemie komunistycznym, w którym UB szantażowało bezpieczeństwem rodziny. Drugą kwestią były misje. Porzucanie w ten sposób rodziny byłoby trudniejsze, pewnie i krzywdzące. Stan małżeński pokazuje, że nie można kochać wszystkich, nie kochając kogoś konkretnie - męża, żony, dzieci. Ksiądz, który przyjmuje celibat, pokazuje, że miłość, której oczekuje Pan, nie może się ograniczać do tych, którzy naturalnie są nam bliscy. Czy w takim razie celibat musi być z góry nakazany? I to pytanie stawia na nowo papież Franciszek. Mówi, że warto o tym dyskutować. Ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że ukształtowana przez wieki tradycja jest dużo mocniej zakorzeniona w wiernych. To mogłoby gorszyć? Zniechęcać. Czy ludzie chcieliby mieć żonatego księdza? Często się słyszy, że nie mieliby nic przeciwko. Dobrze, ale zwykle patrzymy tylko z jednej strony: czy ksiądz mógłby mieć żonę. Ale czy ludzie chcieliby naprawdę mieć żonatego księdza? Choć przyznam też, że w ostatnich latach widać, jak nasze podejście w tym temacie się zmienia. Powiedział ksiądz, że do prawosławia jest nam bliżej, bo wiara łączyła nas tysiąc lat. Ale z protestantami byliśmy jeszcze dłużej. I od strony ludzkiej, kulturowej jest nam się łatwiej porozumieć. A jednocześnie różnice teologiczne sięgają głębiej. Dlaczego? Protestantyzm wyodrębnił się z katolicyzmu, kiedy Kościół rzymski miał rzeczywiście ogromny kryzys. Reformacja w XVI wieku była następstwem skandalicznych rzeczy. I dlatego idea odrodzenia Kościoła „w głowie i członkach” zdobyła popularność. Zmiany chcieli właściwie wszyscy. A Luter był gwałtowny, chciał tego szybko i radykalnie. Odpusty nie ułatwiały sprawy. Walczył ze złem w Kościele, ale jednocześnie odrzucał wszystko, co nie miało dosłownego potwierdzenia w Piśmie Świętym. Papież nie przyjął jego pism, wymagał podpisania wyrzeczenia się jego tez. Tymczasem Luter nie mógł się zrzec idei, co do których miał pewność, że stanowią sens Ewangelii. Protestanci odrzucili nie tylko odpusty i władzę papieską, ale również doktrynę czyśćca, celibat, nie uznali większości sakramentów. Sakramenty dla większości Kościołów protestanckich są ważne, o ile wpisują się w wolę Chrystusa wyrażaną w Ewangeliach. I dlatego z siedmiu w katolicyzmie i prawosławiu oni uznali dwa - chrzest i Eucharystię - ponieważ są najwyraźniej opisane w Piśmie. W protestantyzmie uznaje się, że Chrystus jest jedynym pośrednikiem pomiędzy człowiekiem i Bogiem. Stąd potem idea powszechnego kapłaństwa, która zakłada, że każdy ochrzczony ma już udział w Chrystusowym kapłaństwie. Podczas gdy w katolicyzmie i prawosławiu jest trójstopniowa hierarchia: biskup, prezbiter, diakon - tam między człowiekiem a Bogiem nie ma już nikogo. Każdy może być pastorem i pastorką. I każdy też może dokonać przemiany chleba. Mówi ksiądz - Kościoły protestanckie. Najważniejszym zadaniem protestanckiego chrześcijanina jest słuchać słowa Bożego i je głosić. Każdy więc czytał i interpretował Pismo, niekoniecznie tak samo. Okazało się np., że Genewa Kalwina jest inna niż Wittenberga Lutra. Podziały zaczęły się też między protestantami. Jak różni chrześcijanie rozumieją małżeństwo? W teologii katolickiej to narzeczeni sobie nawzajem składają przysięgę małżeńską, a kapłan jest tylko świadkiem. W prawosławiu szafarzem udzielającym sakramentu jest ksiądz. Oba wyznania nie mają wątpliwości co do istoty tego sakramentu, w przeciwieństwie do całego protestantyzmu. Tam uważa się, że małżeństwo jest instytucją naturalną, zawsze skażoną grzechem. Samo małżeństwo nie jest sakramentem i nie jest święte, ale osoby w tym związku mogą być święte i w święty sposób wychowywać potomstwo. A jak małżeństwo się rozpada? No to trudno, to jest dziedzictwo grzechu. Czyli protestanccy rozwodnicy nie idą do piekła. Za sam rozwód jako taki taka kara im nie grozi. Ewentualnie za to, że nie dawali w życiu świadectwa Chrystusowi. A katolikom grozi za sam rozwód? W katolicyzmie rozpad małżeństwa uznaje się tylko, kiedy da się udowodnić, że już w momencie zawierania była jakaś nieprawda, problem. Podobnie jak prawosławie katolicyzm powołuje się na list św. Pawła do Efezjan, podkreślając, że małżeństwo powstaje na wzór miłości Chrystusa i Kościoła. To stwarza podstawy, by uważać je za sakrament, a nierozerwalność ma dużo głębsze znaczenie - jest antyświadectwem. Chrystus nie opuszcza Kościoła, Kościół nie przestaje kochać i nie zdradza Chrystusa. Ale jeśli pyta pani, czy pójdą do nieba - pójdą. To znaczy nie muszą. Ale mogą. Kościół naucza, że sam nie może dopuścić ich do sakramentów, ale podkreśla, że Bóg może działać poza sakramentami. Prawosławni dostają drugą szansę. To prawda, że Kościół udziela drugiego ślubu, ale wcześniej trzeba odbyć pokutę, nie ma też uroczystości. Trzeciej szansy nie daje. Co z czyśćcem, który odrzucili protestanci? Znów kwestia interpretacji i tego, że wprowadzono pewne nazwy wyrażające fakt, że są różne rodzaje zerwania z Bogiem i że człowiek w chwili śmierci rzadko kiedy jest całkowicie czysty lub brudny, biały albo czarny. I wobec tego warto się modlić także za tych, którzy odeszli z tego świata. Luter odrzucił to, bo w Piśmie nie ma o tym mowy - ani o tym, by za taką mszę ofiarować księdzu stypendium. Zresztą Luter inaczej też podchodził do pokuty. Różni nas spowiedź. W prawosławiu dyscyplina jest najsurowsza. Obowiązuje rozróżnienie na prowadzenie duchowe i sam sakrament. Z kolei spowiedź musi się odbyć przed każdym przyjęciem komunii. I dlatego tak mało jest przystępujących do komunii, ksiądz też nie nadąża przyjmować wszystkich. U protestantów jest odwrotnie - obowiązuje spowiedź powszechna. Protestanci mówią: darować grzech może tylko Bóg. I my jesteśmy o tym przekonani, tylko że kapłan jest tego pośrednikiem. Spowiedź powszechna wydaje się po ludzku prostsza. Ale też mniej lecząca. Tu wszystko zależy od nas, księży, dużo bardziej niż w innych sakramentach. Rozgrzeszenie nawet przez kapłana, który sam jest w grzechu, nie traci ważności, ale prowadzenie duchowe może być… do kitu. Jedna religia, trzy wyznania. Istnieje tylko jedna prawda? Jak rozumiemy prawdę? Jeżeli weźmiemy pod uwagę greckie pojęcie - aleteia - prawda oznacza odsłonięcie tego, co niewidzialne, dzięki światłu, które daje rozum. Prawda może też oznaczać absolut, czyli być tożsama z Bogiem. I w takim ostatecznym ujęciu jest jedna. Ale dostęp do niej mamy cząstkowy. Prawdę można odsłaniać, zbliżać się do niej. Ale każdy uczciwy badacz powie, że im więcej wie, tym więcej nie wie. O jaki Kościół chodziło Chrystusowi? Chrystusowi chodzi o taki Kościół, jaki istnieje w planie Bożym. Jaki to Kościół? Nie ma na to jednej odpowiedzi. Modlitwa ekumeniczna ma pomóc nam dążyć do tego, czego od swoich wiernych chce Bóg. Chcemy odkrywać coraz głębiej, jak budować wspólnotę z tych różnych punktów wyjścia, które istnieją, nie porzucając ich. Wyjść od różnorodności, która jest bogactwem. Rozmowy na ten temat cały czas trwają, bierzemy w nich udział. Czemu idea ekumenizmu musiała czekać 2000 lat? Długo każdy Kościół uważał, że to reszta powinna się nawrócić na dany sposób. Potem pojawił się pogląd, że może zaistnieć harmonia między różnorodnością a jednością. Przebiła się, gdy podzielony świat chrześcijański stanął w obliczu ogromnej większości ludzkości, która Chrystusa w ogóle nie znała. Jak mógł dawać świadectwo o Bogu, który jest miłością, pokazując wewnętrzne spory? Ruch ekumeniczny zrodził się najpierw wewnątrz protestantyzmu i rozszerzył na kolejne wyznania. Pierwszy dialog, powrót do jedności, odbywa się wewnątrz danego kościoła. Jeżeli nasz kościół katolicki nie pokaże, że umie być jeden w różnorodności, to reszta nie pójdzie. Musimy zacząć od siebie. Stosunek do chrześcijaństwa wciąż wyznacza główne kontury światopoglądowej mapy Polski. Na tej mapie niedawno pojawiły się dwa znamienne zjawiska: postchrześcijaństwo i antychrześcijaństwo. Czym one są i na czym polega ich wyzwanie dla chrześcijan? Henryk Przondziono /Foto Gość Postchrześcijanami są ludzie, którzy już przestali lub przestają być chrześcijanami, ale jeszcze nie stali się kimś innym. Większość z nich jeszcze częściowo wierzy, lecz nie praktykuje, lub częściowo – siłą przyzwyczajenia – praktykuje, lecz już nie wierzy. Postchrześcijanie wychowali się w Kościele, a obecnie są już jedną nogą gdzie indziej. Myślą w kategoriach niechrześcijańskiej nowoczesności, choć wciąż znajdują się w cieniu Kościoła. Religia nie stanowi osi ich życia, ale obchodzą chrześcijańskie święta, organizują przyjęcia pierwszokomunijne (zwłaszcza dla rodziny z tzw. wsi i małych miast z południowo-wschodniej Polski), z sentymentem zwiedzają zabytkowe kościoły, lubią filmy z motywem dobra i poświęcenia, sympatyzują z ideą miłości bliźniego (o ile nic nie kosztuje i pokrywa się z ideą tolerancji), a czasami na wakacjach przy zachodzie słońca marzą o Transcendencji. Postchrześcijan łączy z Kościołem nić przyzwyczajenia. Nie walczą z Kościołem, choć są wobec niego bardzo krytyczni („gdyby nie księża, pedofilia i polityka, pewnie częściej chodzilibyśmy do Kościoła”). Z drugiej strony duszpasterze są zadowoleni, że postchrześcijanie nie dokonują apostazji i czasem jednak do kościoła zaglądają. Można z nimi porozmawiać, gdyż z chrześcijanami łączy ich wspólny podświadomy kod kulturowy. Zresztą w praktyce, na podstawie pojedynczych zewnętrznych zachowań, trudno odróżnić postchrześcijanina od chrześcijanina. Świat chrześcijański i postchrześcijański przenikają się wzajemnie i wszystkim jest z tym dobrze. Jest, a raczej było dobrze, gdyż niedawno wkroczyli na arenę antychrześcijanie. Dzięki nim cicha, pełzająca i bezkonfliktowa sekularyzacja gwałtownie przyspieszyła. Postchrześcijanie nie wrzeszczeli, że nie wierzą – antychrześcijanie wrzeszczą. Postchrześcijanie nie występowali z Kościoła – antychrześcijanie występują. Postchrześcijanie nie bluźnili – antychrześcijanie bluźnią. Postchrześcijanie nie profanowali świątyń i symboli religijnych – antychrześcijanie profanują. Postchrześcijanie opowiadali się za „kompromisem aborcyjnym” – antychrześcijanie pragną „aborcji na życzenie”. Postchrześcijanie liberalizowali tradycyjną obyczajowość – antychrześcijanie chcą rewolucji seksualnej. Postchrześcijanie prywatyzowali lub fragmentowali religię – antychrześcijanie widzą w niej tylko zło. Pojawienie się w Polsce antychrześcijan obniżyło kulturę oraz intelektualny poziom dyskusji światopoglądowych. Wprowadziło do życia społecznego rzeczywistą agresję. Nic dziwnego, skoro rewolucja antychrześcijan przypomina bunt niedojrzałych, choć autentycznych nastolatków wobec swych rodziców (a raczej wobec własnych dziadków). Antychrześcijanie wiedzą, czego nie chcą, ale jeszcze nie za bardzo wiedzą, czego chcą. Na razie definiują się wyłącznie w kategoriach negacji chrześcijaństwa. Są jego przeciwnikami, lecz będąc przeciwnikami chrześcijaństwa, nie mogą bez niego żyć. Być może przyjdzie czas na pozytywne określenie nowego światopoglądu. Na razie jednak będziemy mieli do czynienia z ciągłą ofensywą frontu ANTY oraz z próbą wciągania do niego postchrześcijan. Chrześcijanie powinni patrzeć na aktualne wydarzenia w perspektywie Bożej Opatrzności. Dlatego musimy siebie zapytać: co Bóg chce nam powiedzieć, dopuszczając takie zjawisko jak antychrześcijaństwo? Może to, że czas rozmytego postchrześcijaństwa, które ogarnia nie tylko obrzeża Kościoła, lecz także coraz bardziej wnika do jego wnętrza, nie może trwać zbyt długo. Postchrześcijaństwo jest tylko czymś przejściowym i nie wolno się do niego przyzwyczajać. Wcześniej czy później, o ile nie wróci do chrześcijaństwa, przejdzie w antychrześcijaństwo. Nie da się zawsze żyć pomiędzy. Trzeba się zdecydować. Przypominają się słowa uwielbionego Chrystusa: „Obyś był zimny albo gorący!” (Ap 3,15). [cytat kogo=~gosc Obj 21:8 A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelakich kłamców: udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką. To jest śmierć druga".[/cytat] */Fundamentem każdej religii, także tej głoszonej przez kuriewnych papistów, jest wiara w cuda-wianki („… błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.” - Ewangelia według Jana /J 20, 19-31/). Wiara to bardzo silne przekonanie o czymś albo/i przyjmowanie istnienia kogoś/czegoś bez przedstawienia żadnego racjonalnego dowodu potwierdzającego taki fakt. Tak samo definiujemy paranoję. Jeśli definicje dwóch różnych pojęć są identyczne, to między tymi pojęciami zachodzi tożsamość. Religię dziś należałoby określić, jako społecznie akceptowaną formę paranoi! Jest chroniona, bo to gigantyczny business i narzędzie władzy/kontroli/zniewolenia. Na dziś, ponieważ żaden dowód, w rozumieniu nauki albo choćby zdroworozsądkowym będący dowodem, na istnienie boga/bogów nie został przedstawiony, dowodem na nieistnienie boga/bogów jest brak dowodu na istnienie boga/bogów. To proste i oczywiste! Żądanie przedstawienia dowodu na nieistnienie boga przed wskazaniem dowodu na jego istnienie jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Różnica między szamanem i kapłanem polega na tym, że NASZ czarownik jest godnym szacunku kapłanem a ICH czarownik jest zwykłym łże-szamanem. Analogicznie NASZE Dobre Mzimu jest Bogiem Wszechmogącym, a przez Niego wszystko się stało, natomiast ICH Dobre Mzimu jest bożkiem-bałwanem. Oto wielka tajemnica wiary w boga niewidzialnego, chroniona zgodnie z postanowieniami kodeksu etyki kleszej kliki, wspomaganej przez cywilny kodeks karny danego państwa. Żadna wiara religijna w boga / bożków, bez pomocy świeckiego kodeksu karnego państwa ,nie osiągnie większych rezultatów w ilości są dwie najbardziej liczne religie chrześcijaństwo ( odłam katolicki ) i islam. Bez użycia siły ,podstępu i morderczego sadyzmu, nigdy by nie były takie liczne. Katolicyzm już musiał zrezygnować z siły dzięki powszechniejszej oświacie i nauce , teraz używa podstępu i obłudy. Mimo, że chrześcijaństwo i islam są religiami monoteistycznymi, to pojęcie Boga jest w nich skrajnie różne – dowodzi w swej analizie ks. prof. François Jourdan z Instytutu Katolickiego w Paryżu. Wykazuje też wiele innych fundamentalnych różnic, np. dotyczących wolności człowieka oraz miejsca religii w społeczeństwie, z których powinni sobie zdawać sprawę zwolennicy dialogu islamie brak jest przymierza biblijnegoChrześcijanie i muzułmanie tak samo wierzą w Boga nieskończonego i dobrego, Stwórcę wszystkich rzeczy, który daje człowiekowi wolność przyjęcia lub odrzucenia Bożego planu względem niego. Jednak pojęcia te w każdej z dwóch religii przyjmują odmienny muzułmański z pewnością jest stworzycielem, lecz stworzycielem zewnętrznym, który nie stwarza człowieka na swój obraz i podobieństwo. Bóg, w jakiego wierzą muzułmanie – w przeciwieństwie do biblijnego Boga Żydów i chrześcijan – nie zawarł biblijnego przymierza z człowiekiem. Nie wszedł do historii człowieka poprzez swe przymierze i nie jest jego adamowa, nie abrahamowaWedług islamu, Adam był pierwszym prorokiem, pierwszym monoteistą (Koran 7, 172), i w związku z tym wszyscy ci, którzy później przyjęli inną religię okazali niewierność wobec pierwotnej religii oraz wrodzonej islamskiej natury. Abraham – wedle islamu – nie zerwał ze swoimi przodkami w wierze. Przyjął słowo Boże jak wielu innych wielkich proroków. Abraham, Dawid, Mojżesz i Jezus tak samo jak Mahomet mieli przyjąć słowo Boże w postaci Księgi. Z tych Ksiąg jedynie Koran, dany Mahometowi, zachował się do naszych czasów. Inne święte księgi zostały sfałszowane lub odnowiciel pielgrzymki do MekkiAbraham miał przywrócić monoteistyczny kult adamowy w świętym mieście Mekka. Lecz późniejsi pielgrzymi odwrócili się od prawdziwej wiary, stali się poganami. Mahomet nie uświęcił pogańskiego miejsca przywróceniem pielgrzymki wiernych do Mekki, natomiast odnowił je w jego pierwotnym i adamowym powołaniu. Islam jest więc pierwszą spośród wielkich religii, które wierzą w jednego Boga, pozostałe Go tylko deformują i naruszają jego prawa. W związku z tym Żydzi i chrześcijanie – w świetle islamu – są zaznaczają przy tym, że człowiek wychowany zgodnie z naruszonymi przez chrześcijaństwo zasadami „prawdziwej wiary” nie ponosi odpowiedzialności za swój błąd, dopóki nie pozna prawdy. Wówczas ma możliwość nawrócenia, może wybrać prawdziwą religię bądź ją odrzucić. Ale w ten sposób skazuje się na nie objawia siebieTrudno jest pojęcie „Religie Księgi” odnosić równocześnie do chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. W tradycji muzułmańskiej kultywowane są postacie Starego Testamentu, takie jak Abraham, Mojżesz czy Dawid, lecz ich historie i role w zasadniczych punktach różnią się od wersji znanej Żydom i chrześcijanom. Obce islamowi jest pojęcie Zbawczego Przymierza między Bogiem i ludźmi. Z punktu widzenia muzułmanina, Bóg nie objawia siebie człowiekowi, nie przyjmuje ludzkiego ciała, nie wnika w sprawy swoich stworzeń, nie mówi nic o sobie i nie jest ich nie wyjaśnia natury Boga, lecz przekazuje przepisy regulujące życie ludzi. Muzułmanie wierzą, że został on zredagowany przez samego Boga w Macierzystej Księdze, odwiecznie znajdującej się w Niebie (stąd religia „Księgi”). Żydzi i chrześcijanie dowiadują się z Księgi Wyjścia, że Bóg objawił swoje imię Mojżeszowi. W logice muzułmańskiej wydarzenie takie jest nie do przyjęcia, toteż nie pojawia się w koranicznej wersji historii proroka Mojżesza. Pojęcie partnerstwa w Zbawieniu między nieskończonym i nieskończenie transcendentnym Bogiem i człowiekiem jest dla muzułmanów absurdem, nie mówiąc już o Bogu wybierającym ludzki los.„Bóg prowadzi i gubi kogo chce”Mimo, że człowiek może zasłużyć na potępienie lub „zbawienie”, przyjmując lub odrzucając Słowo Allaha, to nie ma zapewnionej takiej wolności, jaką gwarantuje mu judaizm bądź chrześcijaństwo. W czternastej surze Koranu zdanie „Allah gubi kogo chce i prowadzi kogo chce” dotyka kwestii islamu do wolnej woli człowieka pozostaje enigmatyczne, a staje się całkiem problematyczne w jego politycznej perspektywie. „Szariat”, na Zachodzie postrzegany jako zbiór praw wyznaczonych wiarą muzułmańską, tłumaczy się dosłownie jako „droga do wodopoju, droga do poszanowania prawa [Bożego]”.„Szariat” reguluje zarówno prywatne jak i publiczne wymiary ludzkiego życia – nie pozostawia wyborów moralnych sumieniu człowieka i jego wolnej woli. Jest to sfera ściśle regulowana, na straży której stoi także władza polityczna. W związku z tym muzułmanin, chcąc żyć pełnią swojej wiary, najlepiej aby mieszkał w kraju rządzonym przez teokracjiPrzesłanie Chrystusa pozostaje jasne: „Królestwo moje nie jest z tego świata”, zatem chrześcijaństwo – w zdecydowanej opozycji do islamu – opowiada się za autonomią sfery religijnej i politycznej. Natomiast Mahomet był nie tylko przywódcą religijnym, ale także dowódcą wojskowym i skutecznym żyjący w krajach w większości muzułmańskich winni zatem podlegać prawu szariat. Jedynym wyjątkiem są obcokrajowcy czasowo przebywający na terenie muzułmańskiego kraju, ale pod warunkiem przestrzegania praw muzułmańskich przeznaczonych dla nie-muzułmanów. Nie mają ani takich samych praw, ani takich samych obowiązków jak muzułmanie. Jeśli jednak chcieliby odmienić swój los i być pełnoprawnymi obywatelami, mogą w każdej chwili zostać na „zakręcie” swej historiiRóżnice istniejące miedzy chrześcijaństwem a islamem – większe niż zwykło się uważać – nie uniemożliwiają jednak dialogu miedzy tymi religiami. Należy je jednak brać pod uwagę, aby dialog ten był rzeczywistym, w relacji do bliźniego takiego, „jakim on jest”.Można przewidywać, że w najbliższych latach czy dziesięcioleciach „islam zostanie poddany próbie wolności”. Dzięki coraz skuteczniejszym sposobom komunikowania się ze współczesnym światem i innymi religiami, muzułmanie będą musieli postawić sobie wiele pytań w związku ze swoją religią i jej miejscem w społeczeństwie oraz stosunkiem do polityki. Możliwa jest ewolucja islamu, zarówno w kierunku jego radykalizacji jak i przyjęcia pewnych reguł istnienia religii w nowoczesnym świecie, wobec czego muzułmanie są opóźnieni o kilka wieków.*****Ks. prof. François Jourdan wykłada islamologię w Instytucie Katolickim w Paryżu i w Instytucie Katolickim w Tuluzie. Przez 10 lat pełnił funkcję delegata diecezji paryskiej do kontaktów z islamem. Jest autorem wielu książek poświęconych relacjom między muzułmanami i chrześcijanami, w tym „Islam a chrześcijaństwo”, éditions du Toucan, Paryż Czytelniku,cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie! Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz prosimy Cię o wsparcie portalu za pośrednictwem serwisu Patronite. Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

czym się różni katolik od chrześcijanina